|
Hollywoodzkie kino akcji i fantastyki przyzwyczaiło widzów do scenariuszy dostosowanych do poziomu uczniów szkół podstawowych, "Constantine" jest w tym względzie pewnym wyjątkiem, a skomplikowane perypetie akcji, w której udział biorą anioły, diabły, półanioły i półdiabły, egzorcyści, zwariowani naukowcy oraz policja wymagają koncentracji na trochę wyższym poziomie - przynajmniej matury.
John Constatine (Keanu Reeves) jest bohaterem komiksu "Hellblazer" i - zgodnie z kanonem gatunku - nosi się na czarno, jest ponury i małomówny, oraz (to coś nowego!) oddany bez reszty nałogowi tytoniowemu. Papieros - diabelski wynalazek - prowadzi bohatera prosto do piekła, karząc radykalnie jego nikotynową arogancję.
John od dziecka był inny - miał bowiem dar rozpoznawania prawdziwej natury "hybryd": ludzi o normalnej aparycji, ale o duszy zdublowanej przez anioły lub demony. John wie, że "hybrydy" są na Ziemi, aby utrzymać równowagę między siłami dobra i zła, a jego misją będzie wysyłanie w piekielne zaświaty tych demonów, które zechcą tę równowagę zakłócić. Czyni więc swoją niebezpieczną powinność, posługując się warsztatem zawodowego egzorcysty oraz akcesoriami godnymi demonicznego Jamesa Bonda. Jest w stanie zneutralizować każdą opierającą się kreaturę. Już pierwsza scena ilustruje widowiskowy zakres tych manipulacji - rozkrzyczana dziewczyna o twarzy zdeformowanej w odrażający sposób wypluwa mieszkającego w niej demona wprost w lustro, pozwalając bohaterowi na spokojne dopalenie zostawionego na stole papierosa. Słowem, wielka klasa. Constantine powoli ale nieubłaganie umiera na raka płuc, "co zupełnie naturalne u nałogowego palacza" (jak wyjaśnia Archanioł Gabriel) - i wie, że czeka go piekło jako kara za popełniony niegdyś grzech samobójstwa. Piekło - podobne do tureckiej łaźni wypełnionej potomkami potwora z "Obcego" - przeraża bohatera, który próbuje się odkupić zwiększając liczbę energochłonnych egzorcyzmów. "Próżny trud" - mówi na to Gabriel - "nieba przekupić się nie da". Biedny Constantine! Do raka, zbliżającego się piekiełka i przybierających na sile demonów dochodzi jeszcze intryga, której celem jest sprowadzenie na Ziemię syna Belzebuba, wraz ze wszelkimi tego konsekwencjami. Mnożą się okrutne zgony, ale przy okazji John poznaje policjantkę Angelę, proszącą go o pomoc w sprawie tajemniczej śmierci swej siostry bliźniaczki. Angela, która nie waha się złożyć wizyty w piekle i ryzykuje wydanie na świat syna Antychrysta (przypomina się "Dziecko Rosemary" Polanskiego!), przyniesie samotnemu egzorcyście miłość a nawet nadzieję na zbawienie. Wszystko bez śladu sceny miłosnej, która - zdaniem reżysera - "mogłaby prowadzić do zmiękczenia bohatera".
Rozwiązanie wszystkich zagadek filmu przynosi dopiero scena finałowa, umożliwiająca zawarcie znajomości z samym Lucyferem!! Okaże się wówczas, że nie taki diabeł czarny jak go malują...
|